Zastanawiałam się od czego zacząć ten tekst, jak się Wam przedstawić i pomyślałam, że na wstępie powiem o sobie rzecz najważniejszą:  jestem osobą szczęśliwą.

Kiedyś bałam się tak o sobie myśleć, nawet jeśli szczęśliwa bywałam, a co dopiero powiedzieć to głośno. Wydawało mi się, że jakoś nie wypada… Dziś uważam, że nie tylko można o swoim szczęściu mówić, ale nawet trzeba.  Otwarcie i szczerze. Znalazłam człowieka, z którym się dogaduję, dobrze czuję, który jest dla mnie dużym wsparciem i partnerem. Po raz pierwszy jestem w stanie słuchać, jak ktoś mówi o moich wadach. Wiem, że on mówi to z czułością, nie złośliwie. Od wielu miesięcy nie nastawiam budzika. Budzę się o 6.00, a o 6.30 jestem w lesie. Powtarzalność, rutyna dnia codziennego dają mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. Mają dla mnie o wiele większe znaczenie niż bezpieczeństwo finansowe. Doświadczenie ciężkiej choroby, którą przeszłam, uświadomiło mi prostą prawdę, że wszystko przemija. Patrzę na moje problemy sprzed kilku lat i dziwię się, że tak się przejmowałam. Przecież żaden z nich nie miał wpływu na moje bezpieczeństwo. Jest tylko jedna rzecz naprawdę istotna, to jest zdrowie. Z utratą zdrowia możemy sobie nie poradzić. Fajnie mieć prawie 50 lat. Nigdy bym się nie cofnęła, nie chciałabym się już nigdy zmagać z nieustannym gonieniem za czymś, niepokojem, z demonami młodości.

 

Cztery lata temu usłyszałam diagnozę: złośliwy rak piersi. Chemii uniknęłam, ale przeszłam  trzytygodniową radioterapię. Zaczęliśmy wtedy z moim mężem, Mikołajem, zgłębiać temat zdrowia i  szukać naturalnych metod wspierania organizmu dotkniętego chorobą, wyczerpanego operacją i naświetlaniem. Przeczytaliśmy morze literatury i w pełni zrozumieliśmy, że można się leczyć jedzeniem. Przeszliśmy na dietę roślinną i odkryliśmy dla siebie, można powiedzieć na nowo, kiszonki, w tym naprawdę dobroczynny zakwas z czerwonych buraków. To właściwie był początek Zakwasowni, manufaktury produkującej ekologiczne dania kuchni roślinnej.

Nasze produkty sprzedawaliśmy na bazarach ze zdrową żywnością. Spotkaliśmy tam wiele osób, które poszukiwały jakiejś zdrowej dietetycznej drogi. Poznałam wówczas wiele chorujących kobiet, potrzebujących rozmowy. Czasem potrzebowały rady, informacji, czasem pomocy, ale najczęściej tylko i aż rozmowy z osobą, która ma za sobą podobne doświadczenie. Z tych spotkań z kobietami i z obserwacji rzeczywistości, w której pacjentka onkologiczna najczęściej jest pozostawiona sama sobie, narodził się pomysł stworzenia Fundacji Stacja Czułość. Fundacja, którą współtworzę, otacza opieką emocjonalną pacjentki onkologiczne i ich rodziny, które często boją się choroby. Czułość to uważność, miłość, zrozumienie, akceptacja i wybaczenie. Potrzebujemy jej dla siebie, dla innych, w relacji wzajemnej, każdego dnia, a w chorobie jej obecność jest szczególnie potrzebna.

Medycyna konwencjonalna oczywiście się rozwija, jednak onkologia to taka dziedzina, w której nie ma sukcesu. Pacjentkę informuje się, że w ramach leczenia „spróbujemy czegoś”, a nie „postąpimy tak i tak, i będzie pani zdrowa”. Musimy sobie zdać sprawę z tego, że leczenie onkologiczne to gaszenie pożaru, który niestety nadal się tli. Pacjentki  trafiają do onkologa na dziesięciominutowe wizyty, na których  w pośpiechu są przekazywane decyzje. A one boją się nawet zapytać o cokolwiek, bo są przerażone, bo wiedzą, że lekarz jest zajęty i idą dalej, razem ze swoim lękiem i niewiedzą. Wiele kobiet, które są w trakcie leczenia, nie rozmawia w ogóle ze swoimi lekarzami o znaczeniu diety, a jest to podstawowa wiedza. Bardzo rzadko słyszymy o tym, że nasze ciało jest niezwykle waleczne i jeśli jest właściwie, zdrowo odżywiane, pełnowartościową żywnością, ma odpowiednie paliwo, dzięki któremu zacznie proces autonaprawy. Nie trzeba poszukiwać magicznych specyfików, często podejrzanych, tylko po prostu pomyśleć o tym, co jemy i zmienić „paliwo”. Brak opieki psychologa czy psychoonkologia to także duży problem. Jest to bardzo smutne.

Odpowiedzialność za proces zdrowienia leży na chorym. Zdrowi są odpowiedzialni za utrzymanie zdrowia. Czytałam niedawno wyniki badań, które pokazują, że za 50 lat co drugi człowiek będzie chory na raka. Dlatego ja, jako pacjentka onkologiczna, widzę ogromny potencjał w profilaktyce.

Trafiłam ostatnio na bardzo ważną dla mnie książkę „Integralne podejście do chorób nowotworowych”  Justyny Posłusznej, dietetyczki i biolożki. Czytałam wiele lektur na temat profilaktyki nowotworów i żywienia. Ta książka, w sposób klarowny, zbiera całą tę wiedzę i dodatkowo jakby moje własne przemyślenia. Mówi o tym, co możesz zrobić, żeby nie zachorować, a także jak postępować , by ograniczyć ryzyko przerzutów czy wznowy, jeśli jesteś po chorobie. Na podstawie książki oraz moich doświadczeń przedstawiam poniżej sześć obszarów do pielęgnacji, sześć prostych, choć milowych, kroków, które musisz zrobić, by zachować zdrowie. Nasze działanie wymaga czasu i pewnego rodzaju czułości dla siebie, braku gwałtowności. Nie musimy robić wszystkiego naraz. Wprowadźmy jedną rzecz, tak prostą, a jednocześnie trudną do osiągnięcia, a później kolejną.

Odżywianie w profilaktyce nowotworowej

Wiemy, że jedzenie ma bezpośredni i największy wpływ na nasze zdrowie. Podstawowy krok do zachowania zdrowia to eliminacja cukru.  Wszystkie współczesne badania potwierdzają, że nowotwór żywi się glukozą. Nawet cukier z owoców, zasadniczo dobry, w przypadku nowotworu powinien być ograniczony. Jeśli mamy możliwość, wybierajmy warzywa. Zrezygnujmy z produktów wysoko przetworzonych. Również nabiał i mięso są czynnikami prozapalnymi. Bezpieczne spożycie wołowiny to 40 gram miesięcznie, co potwierdzają wszystkie instytuty badające żywność pod kątem kancerogennym. Wybierajmy jak najprostsze dania, z dużą ilością warzyw, kasz, strąków. To jest podstawa. Pijmy dużo świeżych soków z warzyw.

Mikrobiom jelitowy

Nasza odporność jest w jelitach. Walka ze wszelkimi patogenami jest możliwa dzięki silnemu mikrobiomowi jelitowemu. Sprzyja mu błonnik, produkty bogato resztkowe i kiszonki, dostarczające bakterii probiotycznych. Warto też zainwestować w badanie mikrobiomu – wówczas można przyjmować probiotyki celowane, które rzeczywiście mogą usprawnić pracę jelit. Niestety zażywanie jakichkolwiek specyfików z aptek nie ma większego sensu, bo jak pokazują badania przesiewowe, aż  97% preparatów posiada bakterie probiotyczne nieżywe. Szkoda pieniędzy na coś, co nie działa.

Ograniczenie stresu

Stres ma bezpośredni wpływ na to, jak sobie radzimy z bakteriami i komórkami rakowymi. W organizmie zestresowanym komórki naprawcze nie reagują tak, jak powinny. Oczywiście stresu całkowicie nie wyeliminujemy, każdy z nas czasem się stresuje. Ważne, żebyśmy zadbali o rozwiązania, które zapewnią nam jakiś balans. Ograniczeniu stresu sprzyja pewne uporządkowanie dnia, codzienne rytuały, które są naszymi przyjemnościami, dają spokój i poczucie bezpieczeństwa. Pójście do lasu, ruch, powolnie wypijana herbata, lektura, cokolwiek lubicie…

Dbałość o rytm dobowy

Uporządkowany dzień i sen w stałych porach to kolejny klucz do zdrowia. Dodatkowo, na dwie godziny przed snem powinniśmy zrezygnować z emitowanego przez smart fony i tablety tzw. błękitnego światła, które zaburza wydzielanie melatoniny. Wszyscy słyszeliśmy, że w czasie snu wydziela się melatonina – i tyle. Niewielu z nas ma świadomość, że melatonina to hormon, który reguluje metabolizm, wpływa na detoks wątroby, aktywuje układ odpornościowy, a przede wszystkim pełni funkcję ochronną przed chorobami nowotworowymi. Zaburzenia rytmu dobowego są silnie powiązane z chorobami nowotworowymi. Badania pokazały, że kobiety pracujące w systemie zmianowym mają o 36 % większe ryzyko rozwoju raka piersi, o 35% większe ryzyko rozwoju raka jelita i o 45% większe ryzyko rozwoju raka endometrium. Nie możemy tego lekceważyć.

Toksyny

Wdychamy je, możemy je znaleźć w „śmieciowej” żywności – to wiemy.  Niestety są obecne również w kosmetykach, zawierających duże ilości szkodliwej chemii. Małe dawki nie są oczywiście zabójcze, ale jeśli przez wiele lat wklepujemy je w skórę, która jest naszym największym organem, osłabiamy organizm, bo musi sobie radzić z metabolizmem zanieczyszczeń, zamiast naprawiać chore komórki. Wielu ginekologów mówi już otwarcie o tym, że powinnyśmy odstawić wszystkie produkty do higieny intymnej, ponieważ zwyczajnie ich nie potrzebujemy. Można powiedzieć, że używając takich specyfików, przez największą otwartą śluzówkę naszego ciała fundujemy sobie wielką dostawę chemii, zupełnie niepotrzebnie. Powinniśmy też ograniczyć używanie nienaturalnych tamponów. Dla zdrowia, wybierajmy naturalne kosmetyki.

Suplementacja

Są zwolennicy i przeciwnicy suplementacji.  Z pewnością warto korzystać z tej naturalnej i używać bezpiecznych preparatów oferowanych przez świadomych producentów. Ja polecam na przykład produkty rodzimej marki Health Labs. Dlaczego warto wprowadzić suplementację? Suplementacja jest ultra istotna, ponieważ nie jesteśmy sobie w stanie zapewnić wszystkich witamin i minerałów z żywności, a tylko dobrze odżywiony organizm jest w stanie walczyć z infekcjami i chorymi komórkami. Nasze warzywa i owoce niestety nie mają takiej jakości jak przed laty. Rośliny rosną za szybko, są napędzane sztucznie i nie mają już potrzebnej wartości odżywczej.

Czytałam ostatnio ciekawy artykuł, w którym biolog pisze o tym, że codziennie produkujemy od 500 do 1000 komórek nowotworowych. By uruchomić proces zachorowania na nowotwór wystarczy czasem sprzężenie kilku czynników, na przykład: ciężki dzień w pracy i impreza, czyli stres, później kiepska przekąska z fast foodu, dla uspokojenia kilka drinków, plus wyszliśmy się „odstresować”, czyli pobawić się na mieście, zaburzając tym samym rytm dobowy. Zapewniliśmy tym samym naszemu organizmowi taką pracę, że nie upora się ze sprzątaniem komórek nowotworowych.

W profilaktyce nowotworowej ważna jest suplementacja witaminy D, witamin z grupy B i magnezu. Warto wesprzeć się zakwasem z czerwonych buraków, na przykład wzbogaconym nukleotydami. Nukleotydy, jako naturalny element naszego DNA, mają wpływ na procesy odpornościowe, autooksydację, więc działają antynowotworowo. Mówi się, że naturalne, roślinne nukleotydy powinny być w złotym standardzie profilaktyki antynowotworowej i podawane przed chemią, przed całym procesem leczenia nowotworu, by wspomóc organizm w procesie leczenia.

Warto zapewnić sobie także dostawę antyoksydantów z zielonych soków czy w postaci ksantohumolu, czyli flawonoidu pochodzącego z szyszek chmielu.

Dla zwiększenia świadomości polecam lekturę książki „Masz to we krwi”, która pomoże nam zadbać o zdrowie. Nie chodzi oczywiście o to, żebyśmy czytali  i podejmowali jakieś decyzje w sprawie własnego zdrowia. Warto jednak, żeby pacjent szedł na wizytę lekarską jakoś przygotowany, by wiedział, o co pytać albo rozumiał, co do niego mówi lekarz i żeby mógł podyskutować.

Na zakończenie podzielę się moim marzeniem o profilaktyce raka w Polsce. Otóż, chciałabym, żebyśmy porządnie edukowali nasze społeczeństwo. Marzy mi się, by  w szkołach pojawił się obowiązkowy przedmiot poświęcony dobrostanowi człowieka: łączący wiedzę o żywieniu, medytacji, skupieniu, czułości dla siebie, troski o siebie i swoje zdrowie. Taka mądra edukacja odciążyłaby bardzo system zdrowia, a dzieciom i młodzieży dałaby narzędzie do pracy nad sobą i szansę na dobre i długie życie.

 

 

O autorce:
Magdalena Bator – współzałożycielka marki Zakwasownia. Mama dwóch, pięknych córek i dwóch pięknych psów. Założycielka fundacji Stacja Czułość i opiekunka genialnego miejsca w Trójmieście – Restauracji Zakwasownia. Propagatorka profilaktyki nowotworowej i zdrowej, mądrej filozofii czułości do siebie i swojego ciała.
Zdjęcia:
Weronika Szwejk – dobry duch, założycielka społeczności przyjaciół Zakwasowni i opiekunka mediów społecznościowych tego projektu. Fotografka, kreatorka treści a po godzinach PR Manager Zakwasowni. Pomysłodawczyni kampanii “otul się czułością”. Córka Magdaleny Bator.