O holistycznym spojrzeniu na skórę, specjalnie dla Zakwasownia: Joanna Małek, właścicielka Skinlab Gabinet

Kosmetologiem zostałam przez przypadek. Bardzo chciałam być adwokatem i bronić uciemiężonych. Na szczęście od  bardzo bliskiej mi osoby usłyszałam, że  na to jestem „za miękka faja” . Ta sama osoba wskazała mi kosmetologię, która jako kierunek studiów była nowością w Polsce. Całkowicie zaskoczył mnie ten pomysł. Po pierwsze w przeciwieństwie do moich koleżanek nie malowałam się, a po drugie kosmetyki w ogóle mnie nie interesowały. On natomiast, jako bardzo uważny obserwator i mądry gość, zwrócił uwagę na to, że fascynuje mnie organizm ludzki i zdrowy styl życia. Studia oferowały takie przedmioty, jak anatomia, fizjologia, genetyka, dietetyka, patofizjologia, dermatologia i wiele innych powiązanych z tym tematem, a kadra wykładająca była z Uniwersytetu Medycznego. Jestem mu bardzo wdzięczna za podsunięcie tego pomysłu. Dodatkowe umiejętności analityczne, które chciałam wykorzystać do rozwiązywania trudnych spraw w zwodzie adwokata, równie dobrze sprawdzają się w mojej dzisiejszej praktyce kosmetologa.

Zasady, to coś, co najczęściej łamię :), ale mam swoje rutyny, dzięki którym czuję się dobrze i mam więcej energii. To z kolei przekłada się na dobre samopoczucie i wygląd.

 

Ruch!

To od niego i szklanki zakwasu z buraków zaczynam dzień. Wstaję rano na tyle wcześnie, żeby nie musieć się śpieszyć. Nerwy i pośpiech zabierają mi energię. W zależności od dnia tygodnia lub samopoczucia (zwracam uwagę na to czego potrzebuje mój organizm) idę pobiegać do lasu lub ćwiczę w domu. Codziennie uprawiam jogę. W lesie „mam swoją polanę”, na której zawsze świeci słońce, tam je witam. W domu ćwiczę razem z kotką na macie. Uprawiam też pilates, bo to praca na mięśniach głębokich, których rzadko używamy, a to między innymi od nich zależy sprawność naszego organizmu. Uwielbiam też pływać, to mnie najbardziej relaksuje. W zimie morsuję.

Odżywianie!

Naprawdę niezwykle  ważne jest to, czym żywimy nasz organizm. Podstawą naszej diety powinna być woda! Często o niej zapominamy, a z niej przecież w większości się składamy. Nasze komórki do pracy potrzebują wody i dobrego paliwa. A paliwo najwyższej jakości to błonnik, węglowodany i tłuszcze roślinne. To warzywa, owoce, kasze, ryż, strączki, orzechy i oleje zimnotłoczone. Jest tyle możliwości i sposobów ich jedzenia… Warto opierać swoją dietę na warzywach sezonowych, najlepiej naszych, rodzimych. No i nie zapominajmy o kiszonkach, które robione są chyba od zarania dziejów :)  Wspaniale wpływają na florę bakteryjną, a to od jej kondycji między innymi zależy to, czy wchłoniemy wszystkie wartościowe składniki z pożywienia i w jaki sposób wpłyną na nasze zdrowie. Kiszonki to naturalny probiotyk, który wzmacnia cały nasz organizm. Zawierają kwas mlekowy, który zmniejsza poziom cholesterolu, wspomaga trawienie i powoduje lepsze wchłanianie produktów przemiany materii. Bogate są w witaminy z grupy B, które regulują wchłanianie węglowodanów, tłuszczów i białek, dodatkowo zwiększają wchłanialność żelaza, co ma duże znaczenie dla osób, które nie uwzględniają w swej diecie mięsa. Dostarczają witaminy C, A, E oraz takie mikroelementy, jak fosfor, potas, wapń czy magnez, którego dzisiejszy, zabiegany człowiek ma niedobory. Wszystko to ma wpływ na naszą cerę, włosy i paznokcie.

Filtry! Witamina C! Retinol! Nawilżanie!

No i oczywiście regularne zabiegi i masaże :) Rano kończę prysznic zimną wodą. Tak robiła moja babcia, tak robi moja mama i tak robię ja. To doskonała „gimnastyka” dla naczyń krwionośnych i lepsza jędrność skóry. Wklepuję serum z witaminą C i nakładam krem z filtrem SPF 50. Pamiętajcie, filtr skuteczny to minimum SPF 30. Nie nakładam makijażu od lat i do tego staram się też przekonać moje klientki. Zbyt duże wyzwanie? Według mnie – sens. Oczywiście, jak każdy z nas mam lepszy lub gorszy dzień, cera może wyglądać różnie. Bywam szara, zmęczona i starzeję się tak jak my wszyscy :). Mam nowe zmarszczki, nowe niedoskonałości, bo czasem się śmieję, a czasem płaczę. Żyję, a twarz to zapisana historia mojego życia. Wieczorem zmywam twarz olejkami, nakładam krem pod oczy i serum z retinolem lub krem odżywczy z peptydami, z racji wieku ;). Raz w miesiącu robię zabieg w gabinecie, bo choć moja skóra nie jest bardzo wymagająca, to znam jej fizjologię i funkcjonowanie. Z wiekiem mamy mniej komórek w całym organizmie, czyli też i w skórze. Żeby utrzymać ją w dobrej kondycji, trzeba ją ćwiczyć, prawie tak, jak mięśnie na siłowni. Profilaktyka we wszystkich sferach naszego życia przynosi najlepsze rezultaty.

 

Odpoczynek i dbanie o siebie!

Nauczyłam się odpoczywać tak jak lubię. Najlepiej odpoczywam wśród natury, tam gdzie ptaki śpiewają i jest cisza. Jestem bardzo wrażliwa na naturę i bardzo ją cenię. Lubię podróżować aktywnie i lubię nic nie robić. Uwielbiam wieczory na kanapie z dobrym serialem lub z książką. Dbam o swoją psychikę na tyle, na ile mogę. Choć pracuję z ludźmi i uwielbiam swoją pracę, to bywam przepracowana i zestresowana, jak każdy. Gdy mam takie momenty, to zaszywam się w pieleszach domowych lub uciekam w naturę. Zdecydowanie jestem asertywna i potrafię odmówić spotkania ze znajomymi, a oni przywykli już do tego :) Tak na przykład opiekuję się sobą. No i oczywiście profilaktyka! Robię okresowe badania krwi, regularnie odwiedzam  stomatologa, ginekologa i endokrynologa.

Sen!

To preludium do dnia następnego i jeden z ważniejszych elementów tworzących ten kolejny dzień. Śpię około 7-8 godzin dziennie. Dbam o to, żeby być w łóżku najpóźniej o 23:00. O 24:00  obserwujemy w organizmie szczyt stężenia melatoniny, czyli hormonu, który odpowiada za efektywny odpoczynek podczas snu. Przed snem zawsze piję napar z melisy, szałwii, mięty i rumianku, latem – koniecznie ze świeżych liści. Czytam w łóżku, jeśli mam na to siłę lub ochotę, lub pomijam tę czynność i przechodzę do wyciszenia się i marzeń… Marzenia pomagają na życie, sen i cerę:)