Żywe, czy też „ożywione” jedzenie, czyli jakie, spytacie. Odpowiedź jest niezwykle prosta – to zwyczajnie produkty surowe, a właściwie surowe warzywa, owoce, orzechy oraz ziarna. Do tego kiszonki, warzywa i owoce suszone oraz niektóre oleje. Wymieniony zestaw to składniki diety witariańskiej, surowej, z angielskiego raw. Dieta taka dopuszcza lekkie podgrzewanie produktów, ale tylko do 42 stopni Celsjusza, gdyż powyżej tej temperatury dochodzi do niszczenia cennych enzymów oraz substancji odżywczych – witamin i minerałów, zawartych w żywności.

W przekonaniu witarian, czyli osób praktykujących dietę ożywionego jedzenia, a tu uczciwie dodajmy, że także zdaniem lekarzy i dietetyków, metody przedłużenia trwałości, takie jak pasteryzacja, gotowanie, smażenie, a nawet mrożenie, często zabijają czynne enzymy zawarte w świeżym jedzeniu.

A enzymy, czyli białkowe katalizatory, są podstawą istnienia życia, bowiem ich obecność jest niezbędna niemalże w każdej reakcji chemicznej. Biorą udział w trawieniu, oczyszczają organizm z niepożądanych drobnoustrojów i toksyn, potrzebne są zarówno do usuwania martwych komórek, jak i do tworzenia nowych.

Oczywiście każdy żywy organizm w sposób naturalny wytwarza własne enzymy trawienne. W czym zatem kłopot? Czy nie wystarczą nam własne zasoby? Wyjaśnienie zwolenników witarianizmu jest następujące:  kiedy jemy gotowane czy też przetworzone potrawy, organizm musi produkować więcej enzymów trawiennych, ponieważ w żywności po obróbce termicznej jest ich za mało. Zużywa do tego moc energii, pozbawiając jednocześnie organy nieuczestniczące bezpośrednio w procesie trawienia, np. mózg, enzymów niezbędnych do ich funkcjonowania. To niestety sprzyja chorobom, pochłania zapasy energii życiowej, przyspiesza procesy starzenia. Dlatego jak największa obecność w diecie produktów surowych, zawierających żywe enzymy, ma kluczowe znaczenie dla zdrowia – wzmacnia odporność organizmu, usprawnia jego zdolności autonaprawcze, prowadzi nawet do procesów samoleczenia.

W ostatnich latach witarianizm  zjednuje sobie coraz więcej zwolenników, ale zalecenia dotyczące zwiększania ilości surowego jedzenie to temat nienowy. Na konieczność wzbogacenia naszej diety w produkty surowe zwracał już uwagę na przełomie XIX i XX wieku pionier nauki o odżywianiu, Max Bircher Benner (ten od musli). W swojej klinice w Zurychu leczył pacjentów surowymi owocami i warzywami, a sam, podobno głównie dzięki jedzeniu jabłek wyleczył się z żółtaczki. W latach 50. XX w. doktor H. E. Kirchner leczył sokiem z marchwi oraz zielonymi sokami pacjentów chorych na gruźlicę i jak mówią źródła miał niezłe efekty. Na spożywaniu świeżo wytłaczanych soków z organicznych owoców i warzyw opiera się także dość powszechnie znana metoda Gersona, która to terapia, zalecana jest w leczeniu wielu chorób cywilizacyjnych.

Znani nam witarianie praktykowaną dietę uważają za idealną. Jak mówią, pozwoliła im pozbyć się chorób, alergii, odmłodnieć… Taka uśmiechnięta witariańska rodzina towarzyszy nam na zdjęciach – Edyta i jej dwuletni synek Mateusz.

Czy zatem warto jej spróbować, czy może są jakieś przeciwwskazania do stosowania takiej, jednak drastycznej, metody żywienia? Okazjonalne, nazwijmy to poszczenie, według zasad diety raw z pewnością nam nie zaszkodzi, ale jako metoda na życie? Tu już wątpliwości i badań naukowych jest więcej. Niektóre substancje, weźmy choćby dla przykładu likopen – czerwony barwnik pomidorów, lepiej wchłaniają się z gotowanych produktów. No ale to już oceniać mogą specjaliści…

Niewątpliwie świeżo wyciskane soki są doskonałym sposobem na dostarczenie naszym organizmom skoncentrowanej ilości składników odżywczych, gdyż warzywa i owoce podane w tej postaci lepiej się wchłaniają i są łatwiejsze do strawienia. Niezależnie od stosowanej diety powinniśmy je wprowadzić w dużych ilościach do naszych codziennych jadłospisów. Nadchodzące lato to pora sprzyjająca takim żywieniowym zmianom. Pamiętajmy tylko, by do przyrządzania soków czy koktajli używać wyciskarek wolnoobrotowych lub blendera, czyli sprzętów, które nie wydzielają wysokiej temperatury w czasie pracy.

Poniżej dzielimy się kilkoma przepisami z witariańskiego menu. Jak wszystkie dania w tej diecie są niezwykle nieskomplikowane… Spróbujcie i oceńcie.

Surowy „rosół”

Surowy niesurowy rosół, lekko ciepły (jak już wspominaliśmy, produkty w diecie raw podgrzewamy maksymalnie do 42 stopni Celsjusza) doskonale sprawdzi się jako baza różnorodnych zup. Możemy go także popijać sam – podziała lekko rozgrzewająco, co jest dość istotne, bo surowa dieta działa nieco wychładzająco na organizm.

Jak go przygotować? Kroimy w duże kawałki warzywa, dobrane w dowolnych proporcjach: jabłko, marchew, seler korzeniowy i naciowy, cukinię, cebulę, liście pora, lubczyk, sól. Zalewamy je wodą i  na niewielkim ogniu podgrzewamy, najlepiej kilka godzin.

Do naszej pysznej  rosołowej bazy dodajemy: garść posiekanych dowolnych kiełków, garść kiszonej kapusty (bez odciskania soku), dużą garść posiekanych boczniaków. Dorzucamy  małą marchew utartą na drobnych oczkach. Do tego, do smaku: ocet jabłkowy, lubczyk, szczypiorek, czosnek, czarnuszka, dużo oliwy extra virgin  i nieaktywne płatki drożdżowe.

I… gotowe. Mamy pyszną, bogatą w składniki odżywcze i różnorodną smakowo zupę.

Dieta surowa nie wyklucza zdrowych deserów, wytrawnych, a jednak słodkości. Bakaliowe kulki „Good Vibes” to pyszna alternatywa dla tradycyjnych słodyczy. Jesteśmy przekonani, że zasmakują także dzieciom, szczególnie wtedy, jeśli wspólnie je przygotujecie.

Mieszamy co następuje: namoczone i zmielone pestki dyni i słonecznika, namoczone i zblendowane daktyle, sproszkowaną skórkę pomarańczy, niewielką ilość soku z pomarańczy, zmielone surowe nasiona kakaowca, łuski babki płesznik, posiekane suszone figi, zblendowane orzechy brazylijskie i nerkowce, olej kokosowy extra virgin. Z uzyskanej masy lepimy kulki wielkości orzechów włoskich. Nasze kulki obtaczamy zależnie od fantazji, potrzeb smakowych czy wizualnych w sproszkowanej skórce pomarańczy, kakao czy zmielonych orzechach.

Susze z piekarnika

Wczesne lato pozwala nam się cieszyć bogactwem świeżych ziół, zbieranych własnoręcznie w ogródkach, lasach, na łąkach. Świeże zioła z pewnością działają intensywniej na nasz organizm, są pełne aromatu i cennych, leczniczych składników. Kiedy jednak z różnych powodów nie mamy ich pod ręką, te suszone są znakomitą opcją – wzbogacą  nie tylko kuchnię surową. Ważne jest odpowiednie suszenie. Zioła rozkładamy na papierze do pieczenia i wkładamy do piekarnika ustawionego na 40 stopni, na kilka godzin. Doskonałym dodatkiem do zup czy sałatek będzie suszona w piekarniku mieszanka ziół, którą tworzą: szałwia, mięta, tymianek, rozmaryn i lubczyk.

Osobno ususzyć możemy liście pora, które podkręcą smak baz warzywnych do zup.

Z kolei suszony, a następnie mielony skrzyp polny (bogate źródło krzemu) jest znakomitym dodatkiem do szejków i wszelkich świeżo wyciskanych soków.

Z ziołowego suszu możemy także przygotować łatwo i szybko smakowitą bazę do zup.

Do litra wody wsypujemy 5 łyżeczek suszu ziołowego, dodajemy kilka gałązek natki pietruszki, łyżeczkę soli, 2-3 ząbki czosnku, posiekany kawałek pora lub cebulę, 3 łyżeczki słodkiej papryki w proszku/w płatkach i gotujemy 30 min. Odcedzamy i dodając dowolnie wybrane warzywa przygotowujemy zupę raw.